poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Denno Coil

Dennō Coil (電脳コイル Dennō Koiru,)
Tytuł angielski: Coil — A Circle of Children
Wolne tłumaczenie: Elektroniczny zwój (dosł.), Krąg dzieci



Zazwyczaj nowe serie odkrywam buszując po forach, serwisach z zdjęciami/screenami. Bardzo często jest tak, że o tym czy jakaś seria mnie zainteresuje, decyduje jeden obrazek, imię postaci, lokacja lub fragment ścieżki dźwiękowej - w przypadku Denno Coil po prostu się zabrałem za tytuł, bo i tak nie miałem nic ciekawego do roboty.

Pierwsze, co mnie zaskoczyło to fakt, iż nie ma wielkiego wybuchu, niezwykłego dramatu, chorej ilości krwi, napaści na loli czy innego wabika na otaku. Seria otwiera się 'zwykłym' openingiem, który do ostatniego odcinka pozostaje bez zmian, a muszę przyznać, że jest to jedna z najlepiej dobranych sekwencji otwierających jakie widziałem.
Opening przedstawia bohaterów, tytułowe dzieci, zagubione w zamglonym mieście. Gdzieniegdzie widać 'zaburzenia' rzeczywistości w postaci pikselozy śmigającej po powierzchniach płaskich czyli po ulicach i ścianach.
Po obejrzeniu całej serii, a nawet w trakcie, kiedy kolejne wątki się wyjaśniają, widać jak wiele przemyśleń zawiera opening i tekst utworu 'Prism' w wykonaniu Ayako Ikedy (podobnie jak z openingiem do 'Serial Experimantal Lain')



Na początku kolejnych odcinków widz jest zaznajamiany z najnowszą plotką lub informacją - często jest to klucz lub bardzo dobra podpowiedź albo swoiste preludium fabularne.
Nie chciałbym używać określenia 'mindf*ck' gdyż jest ono przesadne w stosunku do fabuły, jednak muszę podkreślić bardzo dobry scenariusz i przeplatanie się wątków oraz, co jest bardzo znaczące dla serii, skoki pomiędzy wspomnieniami bohaterów, które mogą wprowadzić pewien zamęt i wymusić na widzu główkowanie. Jednak nie jest to minus.


Seria zaczyna się od podróży Yuko Okonogi ze swoją młodszą siostrą Kyoko i ich pociesznym psem Densuke, do nowego miasta, Daikoku.
Miasto to jest miejscem rozdartym pomiędzy realnym światem dorosłych, badających i produkujących specjalne okulary do komunikacji oraz wirtualną rzeczywistością w której 'bawią się' dzieci.
Nieświadoma zagrożeń i niebezpieczeństw, Yuko przyłącza się do grupy para-detektywistycznej, która to śledząc dziwne przypadki zaginięć cyber-zwierząt i rówieśników po tak zwanej 'Drugiej stronie', natrafia na doskonale uknuty spisek w którym mieszkańcy to pionki, a miasto to plansza do niebezpiecznej rozgrywki.


W roku 202X lekcje nadal pozostaję nudne...


Daikoku jest typowym miastem, w którym mimo kilku drapaczy chmur, rytm jest raczej typowy dla regionów wiejskich. Ważne są lokalne święta i festiwale, a oprócz zabieganych facetów w garniturach, jest miejsce dla charakternego wuefisty i zafascynowanej internetem babci.

Co do technologii, tak jak w 'Summer Wars', czy raczej, tak jak dzisiaj, ludzie nie są świadomi jak bardzo się uzależniliśmy od urządzeń i internetu.
Widz szybko zwróci uwagę na fakt, iż praktycznie każde dziecko nosi okulary. O ile w samej Japonii, gdzie naprawdę duża ilość ludzi nosi okulary, nie jest może to aż tak oczywiste, o tyle dla polskiego odbiorcy może się to wydać lekko dziwne. Ale właśnie taka jest oś całej serii - okulary, na pozór zwykłe, są w rzeczywistości takim samym urządzeniem jak współczesne smartfony.

W wewnętrznej części soczewek wyświetlane są informacje, obrazy i dane, które za pośrednictwem sieci, magazynowane są na serwerach Megamass'u.

Część odpowiedzialna za trzymanie się okularów za uszami, ma wmontowany w sobie system głośnikowy, przez co okulary mogą służyć, między innymi, jako telefon ale głównie ten moduł jest wykorzystywany do interakcji z rzeczywistością wirtualną.
To co skupiło uwagę dorosłych to plotki iż po zaśnięciu w okularach, można przejść na 'drugą stronę portalu'.

Bardzo ważne w wirtualnej rzeczywistości firmy Megamass okazało się kodowanie i hacking - głównie nielegalne modyfikowanie kodów na potrzeby 'zabawy' w sieci.

Metatagi w zakamarku uliczki.


"Boku Sacchi!"
W Dennou Coil hacking może służyć zarówno do wygłupów ale również pozyskania metatagów.
Metatagi to rodzaj surówców w wirtualnym świecie, mogą służyć jako waluta, jako substancja do ulepszania oraz są niezbędne do produkcji o-fuda - papierowych talizmanów-kodów do blokowania dostępy do pewnych miejsc w rzeczywistości wirtualnej czy też do odzyskiwania danych z uszkodzonych sektorów sieci.

Nad bezpieczeństwem całego wirtualnego świata pracują antywirusy o dość prostej ale dobrze zakodowanej sztucznej inteligencji - Searchamton. Są to twory wirtualne reprezentowane przez sympatyczne, kluskowate ludki z wbudowanymi 4 sferami, które mogą odłączyć się od Searchtamona, i za pomocą promieni budować, psuć i naprawiać fragmenty rzeczywistości wirtualnej.

Niestety, wraz ze wzrostem hackingu, zepsutych kodów i 'błędnej rzeczywistości', Searchtamony zaczynają niwelować poza szkodnikami i wirusami, również wirtualne zwierzęta oraz zdarza im się atakować ludzi - atak taki powoduje uszkodzenie okularów, brak dostępu do sieci przez osobę zaatakowaną.

Kilkoma głównymi motywami serialu są powracające wspomnienia ze snów, poszukiwanie odpowiedzi na to czym tak naprawdę jest sieć, szukanie metatagów i ich wykorzystywanie w pojedynkach z hackerem oraz zwierzęta wirtualnej rzeczywistości.

Dennou Coil prezentuje dojrzałemu odbiorcy zagrożenia płynące z internetu dla jego młodszych użytkowników.
Pokazu jak bardzo dzieci mają problem z rozgraniczeniem świata rzeczywistego i wirtualnego oraz uzależnienia samych dorosłych od 'dobrodziejstw' myśli technicznej i najnowszych odkryć.

Lepiej nie zasypiać w okularach...


Mimo, że opisowo, rys fabuły może się wydawać banalny, oklepany i co gorsza - nudny, seria jest świetnie wyważona.
Jeśli w jednej ekipie mamy takie nazwiska jak Mitsuo Iso, odpowiedzialnego za scenariusz, reżyserię i cały pomysł, czy Takeshi Hondę, który zajął się wyglądem postaci, to z całą pewnością można być pewnym co najmniej dobrej pracy. Obaj panowie to bardzo ważne postacie na japońskim rynku animacji, znani ze współpracy nad takimi tytułami jak FLCL, Neon Genesis Evangelion, Mobile Suite Gundam czy też Perfect Blue.
Muzyką zajął się Saitou Tsuneyoshi, znany szczególnie za ścieżkę dźwiękową do filmu 'xxxHolic', tak więc kolejne nazwisko, które nadaje dobry ton całej produkcji.
Animacją zajęło się renomowane studio MADHOUSE, a samą produkcją konsorcjum Dennō Coil Production Committee - czyli Tokuma Shoten, Bandai Visual i NHK Enterprises.

"Kupa!" -mała Kyoko nadużywa tego słowa.


To co zdecydowanie podobało mi się w serii to ogólna lekkość i naturalność.
Tak jak już pisałem we wstępie, widz nie ma do czynienia z dziwnymi postaciami o bujnych fryzurach w jeszcze bardziej nietypowych kolorach. Na pierwszy rzut oka całość jest bardzo normalna - zarówno lokalizacje jak i postaci. Można powiedzieć, że ma się do czynienia z archetypami - w końcu jest postać, która jest typem 'energetycznym'. Jest 'typowe' dziecko, jest też odludek. Ale o ile w innych produkcjach, na przykład 'Naruto', gdzie odludkiem był Sasuke a jego image to wręcz narzucone odcinanie się od zwykłych, bezuczuciowych relacji z innymi ludźmi, o tyle w Dennou Coil archetyp odludka nie uciekał przed ludźmi. Były zwykłe codzienne relacje, czy to w szkole, czy na ulicy. Odludek był zwykłym człowiekiem, a nie 'emującym' ekscentrykiem o rozbujanym ego.
Godne pochwały jest to, iż pomimo jest to gatunkowo typowa fantastyka naukowa, jest kilka motywów rodem z horrorów/thrillerów, komedii czy zwykłego przedstawienia dnia codziennego.

Ponownie podkreślę tutaj znane nazwiska twórców i ich dorobek.
Cały obraz jest poprowadzony zręcznie i o ile widz pozwoli nabrać całości tępa, o tyle po ostatnim odcinku będzie usatysfakcjonowany.

Mieszkalna część miasta.


Jednak, jak każda produkcja ze znanego studia, również Dennou Coil się "oberwało".

Jest kilka momentów zdecydowanie nachalnych i jakby narzuconych od górnie, na zasadzie "przedstawcie taki a taki motyw, taki a taki problem - to się dobrze sprzedaje!".
Mówię tutaj o odcinku z plezjozaurem - osobiście odebrałem to jako filler, gdyż odcinek ten nie wnosił nic do fabuły, nic nie spinał i służył raczej do zagrania na emocjach niektórych widzów.

Jeśli natomiast mam podzielić się wrażeniami od strony technicznej to również będę raczej chwalić serię, choć z małym ale.

Na pierwszy rzut oka, kreska może wydawać się 'retro' i być odebrana jako toporna, jednak finezyjnie użyta, szybko okazuje się być świetnie dobrana jako środek do wyrażania przedstawionej fabuły i problemów.
Gdyby całość miała być osadzona w stylistyce rodem z typowo shonenowych kreacji, to byłby to kolejny, nudny tytuł z migającymi tu i tam majtkami, przejedzonymi gagami i po 2 godzinach można by zapomnieć o sprawie, że się w ogóle takie coś widziało.


Industrialna część Daikoku.


Dominuje kolorystyka stonowana, pełna szarości i niuansów barwnych, jednak nie brakuje też ujęć mocnych o żywych kolorach.
Całość bardzo dobrze wygląda... poza obiektami CG.

Niestety renderowane przedmioty często rzucają się w oczy przez skoki w animacji, a nawet, pikselozę(!). Może to być wada mojej kopii, ale z tego co widziałem, z różnych źródeł, jest to po prostu renderowanie niskim kosztem. Ogólna ilość sekwencji komputerowych jest naprawdę imponująca, gdyż w każdym odcinku serialu jest pełno ujęć z renderowanymi efektami lub obiektami jednak odcinki 18-19, a raczej rendering, wywarł na mnie na tyle złe wrażenie, że musiałem się tym podzielić.
W oczy rzuca się też trochę nadużywanie zwykłych filtrów z pakietu Adobe After Effects - teorytycznie po to one są, żeby było łatwiej i szybciej, jednak mnie osobiście drażniło w pewnych momentach zastosowanie takiego, a takiego filtru. Osoby mało oblatane w temacie photoshopa nie zwrócą nawet uwagi, jednak jeśli ktoś kto już zna program, tak jak ja, może odebrać całość jako efekt taniego lub szybkiego wykonania zlecenia.

Fumi nie lubi pokazywać się od dziewczęcej strony.


Odnośnie muzyki mam za to absolutnie dobre zdanie.
Po tytule jasno nawiązującym do internetu, technologi i elektroniki, właśnie takiej muzyki można by oczekiwać - tak jak w przypadku serialu Ghost In The Shell: Stan Alone Complex gdzie, poza kilkoma kompozycjami, dominuje raczej muzyka elektroniczna.
W Dennou Coil za to tło muzyczne to wprawnie rozpisane partytury na małą orkiestrę symfoniczną, oczywiście piosenki do openingu i endingu mają więcej elementów z wszech pojętego spektrum muzycznego jakim jest właśnie 'elektronika', jednak gdy bohaterowie walczą, bawią się czy śmieją, towarzyszy im raczej lekko jazzujący akompaniament fortepianu, klarnetów i saksofonu. Widać w muzyce lekkie wpływy (symfonicznej/etno-folkowej) Yoko Kanno i klasyków europejskich, a zmieszana całość ma wręcz zappowski posmak. Znajdą się utwory brzmiące jak z opowieści o kowbojach i kawałki po prostu nadające rytm czy dynamikę. Całość nie jest dokonaniem wybitnym ale to nie o to chodzi, by soundtrack był głośniejszy od serii - muzyka jest dobrze dobrana, zgrana z obrazem i spełnia swoją rolę 'tła muzycznego'.
Czyli kolejny plus dla serialu.

Isako tworzy w około siebie barierę nie tylko w świecie wirtualnym.


W tym miejscu, zazwyczaj czytelnik zapoznaje się z mantrą recenzenta "tytuł-był-dobry, tytuł-był-zły, napisałem-co-chciałem-i-jestem-fajny", aczkolwiek chciałbym uciec od takiej, typowej, oceny.
Jeżeli obejrzałem całość i mogę powiedzieć o anime Dennou Coil kilka dobrych zdań to chyba znaczy, że nie jest to tytuł zły.
Na pewno nie mogę polecić każdemu fanowi anime tej pozycji, jako czegoś rewelacyjnego, bo bym skłamał.
Jak już wcześniej pisałem, seria ma znacznie więcej plusów aniżeli minusów i przez to, że została zrealizowana przez doświadczonych twórców, nie razi nawet nieprzychylnego odbiorcę po oczach czy uszach jakimś babolem.
Jeżeli jest się fanem Serial Experiment Lain lub ARIA i ma się ochotę na opowieść pełną zwrotów akcji ale z umiarem, to seria powinna przypaść do gustu. Jeśli natomiast ktoś oczekuje animacji i fabuły podobnej do serii akcji jak GITS:SAC lub Michiko to Hatchin to istnieje duże prawdopodobieństwo, że dozna się zawodu i rozczarowania.
Proponuję podejść do serialu z lekkim dystansem, wszak Dennou Coil to historia o dzieciach i z dziecięcego punktu widzenia jest prowadzona.
Przypuszczam iż domyślną grupą odbiorców w Japonii była młodsza młodzież, a więc 10-13 lat, chociaż kilka elementów podnosi próg o kilka lat wyżej... W zasadzie jest mi trudno dokładnie określić do kogo serial był adresowany jednak jako 23 letni odbiorca, seria była zajmująca i przyjemna.
Nie polecam każdemu, ale zainteresowanych zapraszam do zapoznania się ze światem rzeczywistości wirtualnej przedstawionej w Dennou Coil.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz