Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anime. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anime. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 września 2011

Girls, girls, girls! - Pt. 1

Od kilku już dni keik pracuje pieczołowicie nad wskrzeszeniem naszego serwisu z otchłani niebytu i przyznam szczerze, iż nie dawało mi to spokoju. Nie godzi się przecież być uważanym za współtwórcę i nie produkować żadnego materiału. Dlatego też zainspirowany przez mojego towarzysza serwuję Wam pierwszy z serii tekstów dotyczących... przekonajcie się sami!

Girls, girls, girls! - Pt. 1
Dziewczęta. Kobiety. Niewiasty. Damy. Istnieje jeszcze wiele innych określeń, którymi okraszamy żeńskie postacie wszelakich oglądanych/ czytanych przez nas produkcji. Czasami również i te, które widujemy na ulicy (dla bardziej ekstremalnych jednostek - strefa 'za oknem'). W M&A postacie płci pięknej budowane są najczęściej wokół pewnych archetypów, rozpoznawalnych w mgnieniu oka przez każdego, kto poświęcił temu hobby więcej niż tydzień.
Archetypom tym chciałbym poświęcić niniejszą serię tekstów, wielu otaku uważa bowiem, iż ten lub inny 'model' to właśnie idealna partnerka, na którą próżno czeka, uwięziony w trójwymariowym świecie (wymiarów istnieje podobno więcej ale nie widzę potrzeby, by komplikować dodatkowo i tak już złożoną kwestię).
Czy aby napewno idealna? Na to pytanie spróbuję odpowiedzieć, a przynajmniej spojrzeć krytycznie i trzeźwo na dostępne na rynku egzemplarze (obiecuję nie przesadzać z krytyką, a zwłaszcza trzeźwością, bez obaw).
Archetypów, jak już wspomniałem, istnieje kilka ale na początek postanowiłem wybrać ten najbardziej popularny, przyprawiający o gęsią skórkę niezliczone szeregi spragnionych kobiecego uroku otaku. Który to typ mogę mieć na myśli? Naturalnie, nie ma wątpliwości, iż wybór mój padł właśnie na legendarne tsundere.

Tsundere – czym jest i jak je wytropić
Przede wszystkim sam termin daje nam już pewne wskazówki co do tego, z czym mamy właściwie do czynienia. Słowo tsundere składa się bowiem z dwóch członów, tsun – znaczącego mniej więcej tyle co 'ostry', bądź 'surowy', oraz dere – które możemy przetłumaczyć jako 'słodki'. W ten sposób powstaje wybuchowy koktajl o słodko-ostrym posmaku. Cóż to oznacza?
Otóż ni mniej, ni więcej, niż dokładnie to co napisałem! Kierując się bardzo trafną i przemyślaną definicją tego archetypu, dostępną na tvtropes.org, mozemy podzielić tsundere na dwa podtypy:
Pierwszy z nich znajduje się na codzień w 'trybie ostrym' (choć 'surowy' jest wg mnie bardziej adekwatny, pozostańmy jednak przy smakowej nomenklaturze). Zachowuje się wyniośle, zwłaszcza wobec osoby, którą darzy uczuciem (tryb 'ostry' nie afiszuje się zazwyczaj ze swoim afektem, co więcej, dba bardzo skrupulatnie aby nikt nie poznał jej sekretu), bywa opryskliwa i nierzadko stroi sobie ze swojego potajemnego wybranka żarty, podpuszcza go i kpi sobie z biedaka.
Nie jest powiedziane, iż tsundere musi od samego początku być świadoma swego uczucia. Co więcej, najczęściej mamy do czynienia właśnie z sytuacją, gdy wybranek jest początkowo tylko nieznośnym (z jej punktu widzenia) natrętem, marnującym jej czas i powietrze, którym nasza dama oddycha. Dopiero po jakimś czasie zauważa, że ten burak o aparycji wypasionego
Pan tsundere również się zdarza.
jamochłona ma jakieś zalety...
Naturalnie w ten sam sposób wyjściowym może okazać się 'tryb słodki'. Postać taka jest miła, grzeczna i ogólnie ułożona (nie wiem dlaczego ale ostatnie słowo wydało mi się wyjątkowo szowinistyczne). Troszczy się o obiekt swoich westchnień, pozostając zwłaszcza na początku w ukryciu. Tak tak, możemy w tym przypadku mieć do czynienia nawet z tak rzadko spotykanymi dziś cechami jak nieśmiałość i niewinność. Warto też zauważyć, iż tsundere często przebywa na codzień w stonowanej wersji tego trybu, zachowując bardziej radykalne wybuchy dla nieszczęsnego bohatera.
Dlaczego ten podział? I dlaczego mowa o koktajlu skoro oba podtypy przedstawiłem oddzielnie? Otóż sztuka polega na tym, iż kazda tsundere, bez względu na tryb startowy, nosi w sobie oba. To oznacza, iż jedno nieodpowiedzialne słowo lub zachowanie ze strony obiektu uczuć, może wywołać przemianę, bądź wybuch emocji, na które w danym momencie nie jest gotowy (większość mężczyzn rzadko kiedy jest gotowa na jakiekolwiek wybuchy dam serca).
Jeśli tsundere jest akurat pobudzona i cały świat trzęsie się w posadach ze strachu przed spojrzeniem jej pięknych ślepi, to zwykłe, szczere i pokorne 'przepraszam' bądź 'dziękuję za pomoc' wypowiedziane przez OU (obiekt uczuć... ) w obliczu jej gniewu, może całkowicie rozbroić naszą bohaterkę i sprawić, że furia ustąpi miejsca zawstydzeniu.
W ten sam sposób nieodpowiedni komentarz na temat np. biustu bądź zainteresowania jakie wywołuje u OU, może delikatną i potulną panienkę zamienić w żądną zemsty heterę. To właśnie ta nieprzewidywalność, czy tez być może trafniej – niestabilność, zdaje się wywoływać w rzeszach otaku napady hiperwentylacji. Czy słusznie?

Tsundere i dzień powszedni
Niech będzie. Załóżmy, iż Wasze marzenie zostało spełnione. Oto ona, tsundere, spędzająca dni u Waszego boku. Nowiutka, śliczniutka, nic tylko biegać z bananem na licu i dożyć późnej starości bez cienia troski padającego na nasze serduszko. Niestety nie podzielam tego niekontrolowanego wybuchu entuzjazmu...

Stage 1 – obiad u rodziców, tryb ostry, jej teren

  • I od jak dawna jesteście już razem? - pyta sympatyczna kobieta około 50tki, nalewając mi herbaty.
  • Wystarczająco długo, aby zapamiętał, że nie wypada kazać kobiecie robić za służą
    cą – słyszę syk mojego skarbu, dobiegający z miejsca tuż obok mnie, miejsca, którego istnienia staram się unikać od dobrych trzydziestu minut.
  • Oh kochanie, daj spokój, przecież to drobiazg – moja przyszła teściowa macha ręką i podsuwa mi talerzyk z ciasteczkami.
  • No powiedz coś wreszcie – warczy mój skarb, jestem pewien, ze przewierca mnie właśnie swoimi pięknymi oczami na wylot.
  • J-ja... to.. to znaczy, b-bardzo dzi-dziękuję za zaproszenie – podnoszę wzork na gospodynię i próbuję przywołać na wargi wdzięczny uśmiech.
  • Przestań się jąkać! Co pomyśli sobie mój ojciec kiedy usłyszy jak dusisz się własnymi słowami?! - niedzielne popołudnie dopiero się zaczyna ale ja już jestem świadom tego, jak się skończy...
Ah, sama słodycz. Wersja z obiadkiem u Waszych rodziców wcale nie musi wyglądać lepiej. Załóżmy, iż ze względu na wagę okazji tsundere przechodzi w tryb słodki. Siedzicie sobie spokojnie i śmiejecie się w najlepsze, kiedy Wasz ojciec mruga rubasznie i rzuca, że co jak co ale nie może już doczekać się wnuków. Przytakujecie ohoczo, mówiąc że może na Was lic
zyć gdy nagły błysk w oku Waszego Skarbu oznajmia, iż ona też ma zamiar mieć coś do powiedzenia w tej kwestii i aby dać wyraz swojemu niezadowoleniu ląduje delikatną, wypielęgnowaną dłoń na Waszym policzku, czemu towarzyszy naturalnie zdrowe mlaśnięcie... Zdrowe jak dla kogo.

Stage 2 – romantyczny wieczór we dwoje, tryb słodki
Scena jak ze snów. Wzgórze pośród zalanych blaskiem księżyca dolin, okraszonych szeleszczącymi cicho drzewami, poprzetykanych srebrzystymi wstęgami strumieni. Tylko Wasza dwójka, z oczami zwróconymi ku horyzontowi, wypowiadająca w myślach życzenia na widok spadających gwiazd. Brzmi przecudownie prawda? Naturalnie Wasz Skarb siedzi zaraz obok, na kocyku, powoli robi się chłodno, więc postanawiacie okryć ją bluzą. Przypadkowo bądź też celowo, to nie ma znaczenia, wszak jesteście parą, dotykacie jej ramienia. Napięcie rośnie, WS (no wiadomo o co chodzi... ) czerwieni się lekko, odbieracie to jako stanowczo dobry znak i całujecie ją w szyję. Kilka sekund później siedzicie już w samochodzie, a pod okiem wyrasta wam imponujących rozmiarów siniak...

Stage 3 – final challenge, Wasz pokój
Wasze królestwo. Miejsce, które było Wam twierdzą w czasie najtrudniejszych bitew stoczonych z obrzydliwymi mackami rzeczywistości. Pełne zdobyczy, symboli Waszego statusu. Każdy centymetr kwadratowy tego świętego sanktuarium jest ozdobiony figurkami niewiast, które uległy Waszym wdziękom, maszynami, które pilotowaliście ratując świat, a czasami i kilka, plakatami podpisanymi przez rozkochane w Was gwiazdy sztuk wszelakich, tomami historii, opowiadającymi o wydarzeniach i trudach, którym sprostaliście.

Enter tsundere.

Legiony padają pod ciosami jej zgrabnych, wypielęgnowanych dłoni. Tomy świętych ksiąg płoną na stosach rozpalonych ogniem jej gniewu. Plakaty leżą w strzępach u jej stóp ('mrrrr' <- Wy). Nie możecie na to pozwolić, nie obchodzi Was, że to przecież WS, największe pragnienie Waszego zbolałego serca, za nic macie jej argumenty, że jesteście na to, ugh, za starzy, zbyt poważni. Będziecie bronić swych skarbów do ostatniego tchu. Ona musi zrozumieć. Przecież jesteście parą.

Łzy.

Padają z jej szeroko otwartych oczu, spoglądających na Was z wyrazem odrzucenia i niezrozumienia. W Waszym umyśle kiełkuje niebezpieczna myśl. 'Przecież ona chce dobrze... przecież robi to, dla mnie, z miłości... '.

R.E.D.E.K.O.R.A.C.J.A. (wnętrz)

Przykładów garść niewielka
Skoro teorii stało się zadość rzućmy jeszcze okiem na kilka najbardziej znanych przykładów. Nie będę podsuwał Wam pod nos całych biografii ale kilka imion powinno obudzić w W
as miłe wspomnienia, bądź skłonić do zapoznania się z przytaczanymi seriami.

  • Naru Narusegawa, Love Hina – poważnie, jeśli nie czytaliście tej serii należy Wam się solidny 'Naru Punch', bynajmniej nie w nagrodę
  • Ran Mouri, Kazuha Touyama, Detective Conan (Case Closed) – wybrane ze względu na mój sentyment do tej serii oraz fakt, że są idealnymi przykładami na, kolejno, 'typ ostry' oraz 'typ słodki', z tego powodu seria oferuje świetne i bezpośrednie porównanie obu typów
  • Asuka Langley Soryu, Neon Genesis Evangelion – zakładam, że dobre 90% czytelników wie o kogo chodzi, jeden z idealnych przykładów 'typu ostrego' ale też 'słodkiego' jeśli w pobliżu jest monsieur Kaji
  • Lina Inverse, Slayers – płaski jak decha rudzielec, sentencja ta, wypowiedzana w obecności wymienionej przed momentem bohaterki, kończy się poparzeniami najwyższego stopnia, za sprawą conajmniej Fireball'a
  • Misty, Pokemon – chłopczyca nie wahająca się użyć przemocy jeśli nadarzy się ku temu sposobna okazja, seria, którą zna praktycznie każdy polski fan (międzynarodowy zresztą też)
  • Haqua, The World God Only Knows – polecam wszystkim jako przyjemną odmianę po godzinach spędzonych nad wszelkiego rodzaju 'ciężkim stuffem', Haqua to cudowne tsundere, jak na mój gust pojawia się stanowczo zbyt rzadko
  • Winry Rockbell, Fullmetal Alchemist – przebywająca na codzień w subtelnej wersji 'typu słodkiego' (słowo 'słodki' w jej przypadku nie oddaje adekwatnie charakteru postaci, Winry jest po prostu całkiem zrównoważona, ale jeśli pojawi się Ed... )
  • Akira Kogami, Lucky Star – tak, wiem, powinienem przede wszystkim podać Konatę bądź Kagami ale... Akira-sama nie wybaczyłaby mi tego dyshonoru ;_____; słodka aż do bólu gdy liczy się oglądalność jej kanału ale świat drży, gdy objawi swe drugie oblicze (kudos za głos w wersji tsun, aż pójdę sobie posłuchać... )

goe, 21.9.2011


To by było na tyle moi mili. Mam nadzieję, że spodobała Wam się ta krótka prezentacja (pisana naturalnie z przymrużeniem oka) pierwszego z kilku najbardziej znanych archetypów żeńskich charakterów, spotykanych w świecie M&A. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, już za tydzień kolejna część. Wszelka krytyka (zwłaszcza negatywna, no nie dajcie się prosić, challenge accepted!) mile widziana w komentarzach.

niedziela, 18 września 2011

Słownik Otaku, część 1

Witajcie!

Rozmawiając z moją koleżanką, zauważyłem, że to, co odrzuca wielu ludzi od kultury Otaku, jest slang jakmi się ota posługują.
Nie da się przecież porozmawiać o doujinach i popularnych mangakach oraz ich twórczości bez kilku słów niezrozumiałych dla laików.

Nie jestem ekspertem, ale coś tam wiem, a oto ta wiedza. (tylko napomnę, że piszę to co mi się przypomni)

otaku/ota (♂) - zasadniczo "fan" czegoś, histeryczne dziecko czekające co premierę nowego Harrego Pottera w nocnych kolejkach to typowe otaku. Otaku dzieli się na kilka typów (paranaukowo rzecz ujmując i zasadniczo, humorystycznie, będzie o tym kiedyś osobny artykuł). Typ A, B, C oraz D, gdzie "A" to ktoś zainteresowany, a "D" to niebezpieczny fanatyk.
Stereotypowo, otaku to japoński nerd w koszuli w kratkę i grubych cynglach. Ikoniczne postaci w mandze i anime: męska część Genshiken, Madarame (B/C), Kuchchi-kun (C/D); Kami nomi zo Shiru Sekai Keima (D), Love Hina Urashima Keitaro (B), wszyscy mieszkańcy domu w Otaku no Musume-san oraz "Siostry" z Kuragehime.

fujoshi/fujiyoshi (♀) - otaku płci żeńskiej, zasady identyczne jak przy ota (♂) jednak często bardziej fanatyczne/oderwane od rzeczywistości. Ikoniczne postaci: żeńska załoga Genshiken: Oono (B/C), Ogiue (B/C), Sue (B); załoga pensjonatu z Kuragehime.
MÓJ BŁAD! Fujiyoshi oznacza "zepsutą dziewczynę", czyli otaku (♀) D !

doujin/doujin-shi (z ang. Circle) - Doujin to grupa ludzi dzielących wspólne zainteresowania, jak kółko filmowe albo dyskusyjne, z tą różnicą, że wiele takich kręgów stara się zrealizować swoje pasje w formie materialnej. Tak więc powstają fanowskie i autorskie filmy, klipy, zespoły czy komiksy. Doujin-shi jest produktem o podłożach doujinowych - na przykład fanowski komiks. Jest to również temat na osobny artykuł ale wymienię kilka ważnych grup: DAICON Films (obecnie Mad House oraz Gainax), Clamp Cluster (znane teraz jako Clamp), iOSYS, 07th Expansion; oraz twórców którzy zaczynali bądź nadal tworzą doujin-shi: Monkey Punch (Lupin III), Ken Akamatsu (Love Hina, Negima!), Kiyohiko Azuma (Azumanga Daioh, Yotsuba&).

Comic Market/Comiket/Comike - największy konwent w Japonii, i jeden z największych na świecie. Dwa razy do roku przez trzy dni, rzesze twórców i cały naród odbiorców z całego świata (głównie z Japonii), wystawia swoje prace na sprzedaż. Od autorskich mang, programów, gier, albumów muzycznych, filmów przez fanowskie kreacje po erotyczne bootlegi (wydania bez praw autorsich i wiedzy originalnych twórców) we wszystkich kategoriach.
Każdy szanujący się circle stara się, by jego członkowie mogli wystawiać swoje prace. Kilkoro twórców komiksu zaczynało od doujnshi i Comiketu, a obecnie, jest grupa super twórców, którzy żyją i utrzymują się tylko z tego, co sprzedadzą podczas konwentu.
Na konwencie odbywają się również (na tarasie zewnętrznym) pokazy cosplayerów.

cosplay/kosupure - wbrew temu, co było prezentowane we wkładce do Gazety Wyborczej, "Wysokie Obcasy" 5 maj 2007 w-g Wojciecha Orlińskiego, cosplay  nie jest przebieraniem za co popadnie lub bycie modnym. Kosupure polega na wcielaniu się w postaci z gier, komiksów etc., z tego co wiem, przebieranie się za muzyków ma zupełnie inną nazwę, ale nie wiem dokładnie, nie znam się aż tak. Absolutnym NIE dla cosplayerek jest przebieranie się za postaci i pozowanie do wszystkiego, co związane z porno.
W cosplayu chodzi o odegranie roli postaci, jaką się cosplayuye. Prawdziwy, dojrzały cosplay polega na własnoręcznym wykonaniu stroju, a gotowe, chińskie ubranka ze stron aukcyjnych przez profesjonalistów są odbierane z przymrużeniem oka, tym niemniej, peruki oraz biżuterię zazwyczaj zdobywa się tą drogą.
W ostatnich latach, dyskusja na temat używania programów graficznych do obróbki zdjęć, wzmaga się. Wynika to z faktu, iż osoby z chorobliwą otyłością, o mało fotogenicznej aparycju lub nawet mężczyźni, przerabiają się na szczupłe lolitki i nie wiadomo, czy to jeszcze cosplay, czy już CG?
Znane cosplayerki (azjatki): Kipi, Busu Kawaii, Onnies, Alodia Gosiengfiao.

CG/computer graphic/render - ilustracje wykonane na komputerze, czasem podpina się pod to nawet kolorwanie rysunków na komputerze. Istotne w kulturze ota programy: Photoshop, Easy Paint Tool SAI.

ero/H/ecchi/hentai - erotyka/pornografia, od doujinshi przez mangi i anime po autentyczne porno z modelkami i aktorkami. Jeśli chodzi o hentai, to w kulturze masowej znany na pewno jest stereotyp o tentaklach (eng. tentacle - macka) oraz o japonkach, które w porno zrobią wszystko (wszystko, tak to też).
I tutaj pojawia się nota kulturowo-polityczno-gangsterska, gdyż branża porno w Japonii (jak większość branż) jest w żelaznym uścisku Yakuzy (japońska Cosa-Nostra), a "te gotowe na wszystko japonki" często są pod wpływem narkotyków i mamy do czynienia z nagraniami, którymi mafia szantażuje kobiety/rodziny przed zniesławieniem.
Co przeszło do kultury: tentacle, bukkakero/bukkake/bukake - dosłownie, wylewanie płynu na twarz, nie będę wchodzić w szczegóły by nie deprawować ludzi...
Znane tytuły: Cleopatra, Baśnie 1001 nocy, La Blue Girl.

Terminologia:
ero guro - często kojarzone z gore jednak termin ten odwołuje się do ruchu w sztuce japońskiej lat 20-30 prezentującego dekadencję seksualną
loli/rori - bardzo rozległy termin odwołujący się do pedofili, lolitek, ale również, młodych dziewcząt (również legalnych), a nawet dojżałych kobiet o wyglądzie lub zachowaniu małej dziewczynki
lolicon/rorikon - określenie osoby lubiącej przesadnie słodkie/dziewczece posatci. Zachacza to o pedofilię w niektórych kręgach, ale zarówno twórcy tacy jak Miyazaki podkreślają, że w samym lubieniu uroczych postaci nie ma nic złego, ale, dodawanie erotycznego kontekstu może być ślepym zaułkiem. Termin ten wciąz się rozwija i jest od lat redefiniowany ale można powiedzieć, że jest to raczej określenie pejoratywne mające konotacje z pedofilią.
shotacon/shotakon - zainteresowanie młodymi chłopcami ale również żartobliwe określenie na kobietę, spotykającą się i utrzymującą kontakty ze znacznie młodszym partnerem, na przykład 40 latka mająca 25 letniego męża - Demi Moor można nazwać shotkonem. Ale uwaga, w kontekście mężczyzn, nie jest to już zabawne, tylko obraźliwe posądzenie o pedofilię.
futanari - termin określający "pułapkę" (eng. "trap", "she's a trap" - ona jest pułapką) czyli hermafrodytę lub transwestytę, który na pierwszy rzut oka wygląda i zachowuje się jak kobieta ale w rzeczywistości nią nie jest.
yaoi - termin określający męskie, homoseksualne pary (w mandzie i anime).
BL/boys love - miłość między dwoma młodymi chłopcami, często zahacza o shotacon/pedofilię
yuri - to samo co yaoi ale z udziałem kobiet. W przedstawieniach, zdecydowanie częściej i bardziej odważne/brutalne niż yaoi
harem -  historycznie: prywatna kolekcja kobiet/służacych/niewolnic/żon szejka lub ogólnie, możnowładcy w kulturze bliskiego wschodu. Określenie na mangę/animę/doujinshi/film porno lub erotyczny, przedstawiający akt seksualny wielu osób jednocześnie ale z zastrzeżeniem, że może być równeiż terminem na humorystyczne historie w komiksie, gdzie bohater jest nagle otoczony grupą atrakcyjnych kobeit/dziewcząt: Tenchi Muyo, Love Hina, Negima!.
Lemon People - Japoński magazyn erotyczny/manga, ukazujący się od wczesnych lat 80 po późnych lat 90. W magazynie został przełamany stereotyp poważnej mangi erotycznej oraz rozwinięty termin rori. Początkowo w magazynie były również zdjęcia modelek jednak po 8 numerach, magazyn prezentował tylko i wyłącznie komiksy.
gravure idol/aidoru/gurabu aido - modelka/aktorka prezentująca się w bardzo śmiałych i wyzywających pozach, często na granicy erotyki i pornografii.
Race Queen (eng. Królowa Wyścigów) - maskotki ekip wyścigowych. Urocze panie (modelki, czasem też aktorki i piosenkarki), które stoją przy boksach, rozdają drobne gadżety lub pozują do zdjęć prezentując jednocześnie loga sponsorów. Niektóre Race Queens po zakończonych kontraktach lub na fali popularności (jak Akane Soma) zostają też gravure idol i vice versa.

I tym zakończę dzisiejszy wpis do encyklopedii otaku.
W nastepnej odsłonie postaram się przybliżyć takie terminy jak: NEET, Salary Man czy kawaii.

Żądnych wiedzy na wymienione dzisiaj tematy, odsyłam do angielskiej wikipedii, gdzie wiele haseł posiada bardzo rozległe teksty pełne niuansów i wytłumaczeń: en.wikipedia.org
~keik


Można cytować ale trzeba dodać link do tego bloga.

piątek, 16 września 2011

Jesień

Ostatnio rozmawiałem z goe, że warto by coś porobić - NyanC stał i stoi, to pora go kopnąć na przód. Po prostu.

Więc, żeby nie przeciągać dłużej, otwieram 365 sesję NyanC! *klap klap*; dzisiejszym tematem będzie nadchodzący sezon anime: jesień.

O ile, w te wakacje jedyną dobrą serią był Usagi Drop, którego ostatni odcinek kilka godzin temu Doki Fansubs wypuścili w sieć, o tyle oglądałem też moeblob oparty na grze o idolingu, The iDOLM@STER.
Tak więc, super pro-rodzinne josei i Ota-C harem moe story. A co się zbliża?

Szczerze mówiąc nic specjalnie ciekawego dla mnie.
Ok, będzie drugi sezon Shinryaku?! Ika-musume (moe blob/slapcom), będzie też drugi sezon Bakuman (pierwszego nie skończyłem, bo był nudny jak flaki z olejem). Wyświetlona zostanie kolejna seria o najlepszym złodzieju na świecie, tak jest, kolejny Lupin!
Jednak również doczekało się adaptacji Mirai Nikki. Obecnie czytam mangę ALE... nie wiem czemu nawet;  może bo czytam zawsze 5-20 serii na raz i nie chcę żeby mi APM spadło?

Mirai Nikki traktuje o kolesiu, który jest jeszcze bardziej słaby niż Shinji, tak do potęgi 10, i ma sobie wyimaginowany świat, z bogiem i w ogóle, fajne miejsce, kiedy to nagle się okazuje, że ten bóg serio istnieje, i daje dzieciakowi "future diary" - pamiętnik pokazujący przyszłość.
Ok, setting jest całkiem smaczny 1) JEDNAK! (a jakże!) jest to konkurs i wyścig, gdyż nasz bohater jest jednym z dziesięciorga ludzi, którzy mają taki pamiętnik. A gra polega na wyeliminowaniu pozostałych dziewięciorgu uczestników.
Skojarzenia z Duds Hunt, Liar Game, etc. jest jak najbardziej na miejscu.

Seria ta jest okraszona bezsensowną przemocą, nagizną, podpartą powtarzającym się profilem schizotycznych psychopatów, którzy jak na 14 latków, mają pomysły jak L i Kira razem wzięci. Jest też 4 latek-morderca gazującym cyjankiem.
Zasadniczo seria jest zła. Setting i plot są słabe, jest sporo nielogiczności oraz błędów, a każda nowa postać to kolejny świr - coś jak newsy z sankaku.
No i maskotka serii, oczywiście różowowłosa panna, jest psychopatycznym stalkerem, zakochanym w protagoniście (bleh).

I teraz zrobili z tego anime... Będzie kolejne Elfen Lied - jeśli się lubisz ciąć wałkiem do ciasta, to pokochasz serię. Dla innych ludzi (normalnych??) ta seria będzie nudnym gore gniotem.

powiększ


Będzie też kinówka Tekken - faceci o wargach jak dysze od rakiet i delikatne kobietki, które noszą żelazne konstrukcje i udami miażdżą tiry nadchodzą! -zakładam, że będzie to produckja rzędu fajnali, czyli, tylko dla die hard fans i Ota-C/D
Ale jeśli mowa o filmach, to jestem nawet zaintrygowany Mardoc Scramble oraz Hotarubi no mori e - szczerze, nie mam pojęcia o czym to jest, ale na tle reszty tego co będzie serwowane podczas tej jesieni, to się wydaje być lepsze.

A więc nadchodzący sezon będzie zły~ wykopaliska archeologiczne, oraz nadrabianie zaległośći - tej jesienie każdy z nas, znajdzie na to czas (o rety, rym rodem z Kawaii, so cool).

~keik


1) no cóż, nie - to był sarkazm
PS: tak, ten news jest lekko przedawniony, ale i tak go przeczytałaś/eś!

środa, 29 grudnia 2010

Zima

Ossu!

Witam wszystkich bardzo serdecznie po tym długaśnym letargu!
Tak, tak... niestety małe i kochane nyan się wzięło jakoś tak... jak widać zresztą, ale to już koniec - w sensie - początek (znowu, na nowo!).

Czyli ZIMA.

(C) TREKearth:  http://bit.ly/eDHm4n
Zima pełną parą tudzież, przeniklywym podmuchem, zawitała na kontynencie europejskim. Zamiecie, deszczo-lody, zatkane lotniska i zaspy... Wczoraj widziałem półtora metrową zaspę wspólnymi siłami ukopaną przez drogowców i matkę naturę. A jak to wygląda w odległej Japonii?



Najpierw należałoby rzucić okiem na położenie geograficzne tego kraju (polecam jakiekolwiek mapy online).
Otóż Japonia rozciąga się na potężnej długości, toteż, na samej północy jest zima jak na Syberii. Natomiast na południu ciągu wysp, są warunki tropikalne.
Pośrodku, zaś, klimat umiarkowany, górski, morski... Japoński po prostu. (I tak życie oraz styl o jakim większość odbiorców słyszy, to tętniące w rytmie wolnoamerykanki, Tokio...)

"T-twoje ubranie..."

..."Ponieważ nie widzieliśmy tego filmu, ..."

"Ona nosi szorty w grudniu?!"

Od lat kilkunastu (wybaczcie ale nie będę snuć historii o historii z okresu Edo czyli Japonii jakiej już nie ma) w kraju kwitnącej wiśni zimą panny sobie przeziębiają wszystko od pach w dół, a panowie się płaszczą... odziewają płaszczami, znaczy się.
Jest to ewenement i typowy przykład ofiar mody, ale tak, zimą panie japonki odkrywają swe wdzięki (a latem, rzecz jasna, nóg pokazywać niepokazują).

I jest ku temu przyczyna - zima to okres zakochanych, który kończy się w 'white day' - 30 dni po walentynkach to panowie rekompensują się za słodkości ale o tym w lutym ;)

Zima, zwłaszcza w okresie 23-25 grudnia, jest idealnym czasem na randkę z ukochaną osobą. Grane są liczne koncerty "merry-krismasowe", a kawiarnie i bary zamienaija się w miejsca schadzek - i dobrze.
Otaku natomiast mają w swych grach on-line liczne 'eventy' świąteczne (na przykład takie: 1, 2 ), lecą specjalne, świąteczne odcinki anime, serii i seriali, itd.
W niektórych szkołach średnich i uczelniach wyższych są organizowane konkursy piękności - 'Miss Santa', a wspomniane już wcześniej ulice, oprócz par, zapełnione są do granic obłędu hostessami i mikołajami wciskającymi przeróźne kity.



(C) Weekender Japan http://bit.ly/ffdSAa

Jeśli mowa o Nowym Roku, niesposób pominąć imprezę sylwestrową! No niekoniecznie... w Japonii koniec roku zwiastuje jedno - styczeń, luty i marzec - sezon egzaminów, poprawek, specjalnych wydarzeń prasowych oraz jest momentem na wyrobienie się z zaległościami jeśli jest się już dużym dorosłym salarymanem (lub mangaką który w urlop robi projekty na najbliższe kilka tygodni).
Koniec roku jest też dobrym momentem na studiowanie i naukę (w końcu kilka dni wolnego, ze 2 góra 3) ale najbardziej popularne jest jednak tradycyjne modlenie się.
I tutaj różnice - w zależności od regionu, a nawet miasta czy dzielnicy, nowy rok wygląda różnie.
Część mieszkańców razem będzie podziwiać pierwsze promienie słoneczne nwoego roku, inni w grupie  znajomych w parze albo w pojedynkę, wybiorą się na pielgrzymkę po kilku małych zborach lub do największej w okolicy świątyni. 

(C)  http://theworldorbust.blogspot.com/
Obowiązkowo należy rzucić monetę, zatrząść świętymi dzwoanmi lub uderzyć w specjalny dzwon, zapalić kadzidełka, i to co wszyscy azjaci uwielbiają, powróżyć na nowy rok. Jeszcze niedawno losowano numerek i ciągnięto z odpowiedniej szufladki los szczęścia - obecnie praktycznie wszędzie są maszynki drukujące bileciki z noworoczną wróżbą.
Najlepsze co może spotkać losującego to los z wielkim szczęściem, chociaż większość się zadowoli umiarkowanym, które i tak jest lepsze niż pech i najgorszy los: wielkie niepowodzenie.
Ale zaradny naród japoński zna trick - wystarczy zły los przewiązać na gałązce świętego drzewka/spalić/cokolwiek innego w-g lokalnej tradycji, by odpędzić złe moce.

Również modlitwa na nowy rok jest o tyle ważna, że można zaprezentować piękne kimono udać się na randkę i przy okazji odbębnić tradycyjną wizytę lub wybrać się po prostu na piwo ze znajomymi... Piwo lub grzaną wódkę ryżową. 

Dla ciekawych widoków noworocznych polecam flickra: hatsumode w zdjęciach na flickr.


 Jeśli masz ochotę podpatrzeć japońskie trendy, to ustaw jako stronę główną uniqlo:
 Jeśli interesuje Cię moda uliczna to zapraszam do internetowej mekki:
Dla zainteresowanych modą jaońską, blog o tejże tematyce:
 O japońskich zwyczajach poczytasz tutaj:
Mam nadzieję, że to trochę przybliży wizję albo przedstawi, zimę i nowy rok w Japonii.
Zainteresowanych zapraszam do komentowania, przeglądania linków oraz zdjęć.


~keik

niedziela, 12 września 2010

Jesienna ramówka anime - szczegóły

Pragnąc rozwinąć mojego ostatniego posta, dzisiaj wypiszę co i jak nowego wyjdzie jesienią, co na pewno będę oglądać, a czego raczej nie tknę.
Będzie to moja osobista ocena więc można się nie zgodzić z tym co niżej napiszę :b

R-klik, zapisz jako by zobaczyć szczegóły.

Na niebiesko zaznaczyłem tytułu, względem których mam naprawdę duże oczekiwania. Są wśród nich: drugi sezon Sora no otoshimono czyli harem ecchi. Harem ecchi, gdyby ktoś jeszcze nie wiedział co to znaczy, to gatunek skierowany do męskiego grona odbiorców. Humor oscyluje wokół różnorakich wpadek z macaniem i majtkami, prawie nagie piersi podskakują gdzie tylko się da, a że głównego męskiego bohatera otacza grupa ponętnych dziewcząt, jest to "harem". Czyli tzw. humor niskich lotów, ale nie samą dramą i tragedią człowiek żyje.

Na pewno nie omieszkam zapoznać się z wspominanym ostatnio Panty and Stocking with Gartbelt.
Odsyłam do poprzedniego posta zainteresowanych - trailer dokładnie wytłumaczy co to jest i czemu takie dziwne.

Ostatnim tytułem który na pewno będę oglądać, jest animowana adaptacja jedynego shonenu który obecnie czytam - Bakuman.
Tutaj również zapraszam do przeczytania krótkiego wstępu, z posta poprzedniego.


Na różowo zaznaczyłem serie, które wprawdzie wydają się ciekawe, ale możliwe iż w trakcie oglądania po prostu zrezygnuję ze śledzenia serii.
Po pierwsze - Arakawa Andā za Burijji (Pod mostem na rzece Arakawa).
Seria pełna abstrakcyjnego humoru, która cierpi niestety, tak samo jak Zetsubou Sensei, na zmęczenie materiału.
Im dłużej oglądałem wygłupy mieszkańców z pod mostu, tym bardziej mnie to nudziło - wciąż mi zostały 2-3 odcinki pierwszego sezonu do nadrobienia...

Shinrei Tantei Yakumo - pozycja adresowana do wszystkich tsundere* i deredere, a nawet shojo i bishojo - a wśród nich, ja. Tak jest, "Shinrei..." wydaje mi się interesujące ale nie jest priorytetowe. Jeśli nie będzie niepoważnej ilości wątków nastawionych na pobudzenie hormonalnie roztrzęsionych nastolatek, to może być to dobry tytuł - takie mam przeczucie.

Soredemo Machi wa Mawatteiru wygląda dość interesująco (salutująca pokojówka) acz jest i Ikamusume (błękitno-włosa elfinka?) czy Emu Emu!, które może się okazać równie ciekawe. Są to serie raczej lekkie i komediowe, więc z braku laku...


Zielonym kolorem oznaczyłem serie względem, których mam bardzo dużą rezerwę - prawdopodobnie obejrzę jeden lub dwa odcinki ale tutaj nie liczę na nic lepszego poziomu niż Reksio oglądany zza zaszronionej szyby.

Hyakka Ryōran Samurai Girls - miałem wielkie oczekiwania. Design postaci bezczelnie wzięty z innych hit serii (ta ruda wygląda jak Yoko z TTGL!), zapowiedź też nawet fajna - "Samurai laski! O tak!"
A co dostałem w zamian?

Był to dopiero pre-airing, można powiedzieć że taki pilot by sprawdzić czy jakieś studio podchwyci i wypromuje, chyba tak się stało jednak to co widz otrzymuje to naciągana fabularnie, irytująca stylowo, mierna scenariuszowo seria adresowana, prawdopodobnie, do osób bezkrytycznie cieszących się na widok połączenia: dziewczyny+katany.
Osobiście odradzam bo mierna fabuła i chamski fan-service nie jest tym, co lubię.

Emu Emu! - albo MM. Serial o... sadomasochiście? Typowe tsundere chichi no oppai boing desu ~!**
Jesteś zagorzałym fanem MOE***? -seria jest zrobiona dla Ciebie! (lubię moe ale jest tutaj wybitnie duże ryzyko "kefu" - przerostu konwencji nad fabułą)

Rita et Machin - tytuł brzmi jak Michiko to Hatchin... Tak naprawdę jest to seria oparta o francuskie historyjki gdzie rolę główną gra Rita a koło niej kręci się leniwy pies.
Seria prawdopodobnie przypadnie do gustu fanom sikającego kotka Chi.


I tak to właśnie wygląda z mojego punktu widzenia.
Najmocniejsze będą Bakuman i drugi sezon Sora no otoshimono; te serie mnie na pewno nie zawiodą, powiem więcej, zastąpią mi K-ON!!, Ookami-san i HOTD, które wkrótce się zakończą.

Mam nadzieję że i Wy znajdziecie w jesiennej ramówce anime coś dla siebie.
Pragnę jeszcze raz zaznaczyć iż moja ocena jest moim punktem widzenia! proszę się więc nie zniechęcać jeśli zjechałem jakąś serię na którą czekacie! Możliwe iż to ja jestem w błędzie - zresztą liczy się satysfakcja, a nie to co myślą inni.

 ~keik


______________
słowniczek:

*
tsundere - archetyp złośnicy lub postaci o sprzecznym charakterze; zazwyczaj pozornie nieprzystępna, ale urocza i kochająca dziewczyna
deredere - miła, sympatyczna dziewczyna, która kocha całym sercem
shojo - jap. dziewczyna; bishojo - piękna dziewczyna

**
"tsundere chichi no oppai boing desu~!" - żartobliwy zbitek japońskich słów, w wolnym tłumaczeniu: "chciałbym pomacać cycuszki jakiejś złośnicy!"

***
MOE, moe, Moé - dosłownie: dorastające, wyrastające, kiełkujące; archetyp wizerunku i charakteru postaci żeńskiej - można powiedzieć, że chodzi o stwierdzenie "urocze" ale z ładunkiem erotycznym i raczej negatywnym wybrzmiewaniem tego słowa.

piątek, 10 września 2010

Jesień czyli co nowego

Witam serdecznie!
Jak zapewne większość zauważyła, lub nawet doświadczyła jak ekipa nyan, mamy jesień.
Zrobiło się chłodno, opadły wakacyjne emocje, trochę popaduje i nawet jakiś katar się przyczepił.
Można powiedzieć, że jesiennej szarugi czas, nadchodzi powolnym acz pewnym krokiem.

Co czeka otaku z całego świata?
Niestety mam kilka złych wieści.
Kilka z pośród wielce popularnych i lubianych serii w przyszłym tygodniu zakończy się.

W przyszły wtorek zostanie wyemitowany ostatni, 24 odcinek drugiego sezonu przygód pięciorga dziewcząt z liceum - mowa o K-ON!!
Większość fanów z wytęsknieniem będzie oczekiwać kolejnych serii gdyż zabawna piątka wraz z postaciami pobocznymi zagościła w wielu sercach swoich fanów i na pewno będzie ciężko się pogodzić z tym, że w kolejnym tygodniu, wtorkowy wieczór nie będzie się kręcić w okół leniwej Yui czy rezolutnej Ritsu.

Lycopene~!

Również w przyszłym tygodniu przyjdzie nam pożegnać się z Ookami-san to Shichinin no Nakamatachi czyli wesołą wariacją na temat klasycznych baśni europejskich.
Seria zakończy się bardzo szybko, gdyż zaledwie po 12 odcinkach - muszę przyznać się do wielkiego rozczarowania! Panowie producenci, a może tak jeszcze ze 4 odcinki?



Z dobrych wiadomości, na pewno należy wymienić adaptację anime mangi Bakuman.
Jeśli nazwa Ci nic nie mówi, to już na prędce tłumaczę co to jest.

Akcja mangi Bakuman kręci się w okół nastolenich ambicji i marzeń - dwóch licealistów postanawia połączyć swoje siły i zostać znanymi twórcami komiksów. Przechodzą szkołę życia dążąc do celu, a ich największą ambicją jest stworzenie tytułu, który zostanie zekranizowany jako serial animowany.

Gorąco polecam ten tytuł, tym bardziej że jest to dzieło pary, odpowiadającej za niezwykle popularną mangę DEATH NOTE! Tak jest, Tsugumi Ohba i Takeshi Obata tym razem zrealizowali mangę pełną gagów i codziennej, szkolnej dramy, która po 100 rozdziałach, została zekranizowana. Już wkrótce, zobaczymy jak wizja twórców została zrealizowana przez studio J.C. Staff.

Kolejną serią potwierdzoną na ten rok, będzie tytuł ze studia GAINAX! Tak jest, sam jestem w głębokim szoku, tym bardziej, iż produkcja będzie erotycznym paszkwilem inspirowanym przez amerykańskie kreskówki, głównie Atomówki i Hi-hi Puffy Ami Yumi SHOW.
Seria pod tytułem Panty and Stockings with Garterbelt (Majteczki i Pończoszki wraz z pasem) już niedługo wypierze wasze mózgi wraz z psem co wygląda jak Invader Zim, Pastorem-kuzynem Dziarskiego Henka i różowym hum-wee.



poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Denno Coil

Dennō Coil (電脳コイル Dennō Koiru,)
Tytuł angielski: Coil — A Circle of Children
Wolne tłumaczenie: Elektroniczny zwój (dosł.), Krąg dzieci



Zazwyczaj nowe serie odkrywam buszując po forach, serwisach z zdjęciami/screenami. Bardzo często jest tak, że o tym czy jakaś seria mnie zainteresuje, decyduje jeden obrazek, imię postaci, lokacja lub fragment ścieżki dźwiękowej - w przypadku Denno Coil po prostu się zabrałem za tytuł, bo i tak nie miałem nic ciekawego do roboty.

Pierwsze, co mnie zaskoczyło to fakt, iż nie ma wielkiego wybuchu, niezwykłego dramatu, chorej ilości krwi, napaści na loli czy innego wabika na otaku. Seria otwiera się 'zwykłym' openingiem, który do ostatniego odcinka pozostaje bez zmian, a muszę przyznać, że jest to jedna z najlepiej dobranych sekwencji otwierających jakie widziałem.
Opening przedstawia bohaterów, tytułowe dzieci, zagubione w zamglonym mieście. Gdzieniegdzie widać 'zaburzenia' rzeczywistości w postaci pikselozy śmigającej po powierzchniach płaskich czyli po ulicach i ścianach.
Po obejrzeniu całej serii, a nawet w trakcie, kiedy kolejne wątki się wyjaśniają, widać jak wiele przemyśleń zawiera opening i tekst utworu 'Prism' w wykonaniu Ayako Ikedy (podobnie jak z openingiem do 'Serial Experimantal Lain')



Na początku kolejnych odcinków widz jest zaznajamiany z najnowszą plotką lub informacją - często jest to klucz lub bardzo dobra podpowiedź albo swoiste preludium fabularne.
Nie chciałbym używać określenia 'mindf*ck' gdyż jest ono przesadne w stosunku do fabuły, jednak muszę podkreślić bardzo dobry scenariusz i przeplatanie się wątków oraz, co jest bardzo znaczące dla serii, skoki pomiędzy wspomnieniami bohaterów, które mogą wprowadzić pewien zamęt i wymusić na widzu główkowanie. Jednak nie jest to minus.


Seria zaczyna się od podróży Yuko Okonogi ze swoją młodszą siostrą Kyoko i ich pociesznym psem Densuke, do nowego miasta, Daikoku.
Miasto to jest miejscem rozdartym pomiędzy realnym światem dorosłych, badających i produkujących specjalne okulary do komunikacji oraz wirtualną rzeczywistością w której 'bawią się' dzieci.
Nieświadoma zagrożeń i niebezpieczeństw, Yuko przyłącza się do grupy para-detektywistycznej, która to śledząc dziwne przypadki zaginięć cyber-zwierząt i rówieśników po tak zwanej 'Drugiej stronie', natrafia na doskonale uknuty spisek w którym mieszkańcy to pionki, a miasto to plansza do niebezpiecznej rozgrywki.


W roku 202X lekcje nadal pozostaję nudne...


Daikoku jest typowym miastem, w którym mimo kilku drapaczy chmur, rytm jest raczej typowy dla regionów wiejskich. Ważne są lokalne święta i festiwale, a oprócz zabieganych facetów w garniturach, jest miejsce dla charakternego wuefisty i zafascynowanej internetem babci.

Co do technologii, tak jak w 'Summer Wars', czy raczej, tak jak dzisiaj, ludzie nie są świadomi jak bardzo się uzależniliśmy od urządzeń i internetu.
Widz szybko zwróci uwagę na fakt, iż praktycznie każde dziecko nosi okulary. O ile w samej Japonii, gdzie naprawdę duża ilość ludzi nosi okulary, nie jest może to aż tak oczywiste, o tyle dla polskiego odbiorcy może się to wydać lekko dziwne. Ale właśnie taka jest oś całej serii - okulary, na pozór zwykłe, są w rzeczywistości takim samym urządzeniem jak współczesne smartfony.

W wewnętrznej części soczewek wyświetlane są informacje, obrazy i dane, które za pośrednictwem sieci, magazynowane są na serwerach Megamass'u.

Część odpowiedzialna za trzymanie się okularów za uszami, ma wmontowany w sobie system głośnikowy, przez co okulary mogą służyć, między innymi, jako telefon ale głównie ten moduł jest wykorzystywany do interakcji z rzeczywistością wirtualną.
To co skupiło uwagę dorosłych to plotki iż po zaśnięciu w okularach, można przejść na 'drugą stronę portalu'.

Bardzo ważne w wirtualnej rzeczywistości firmy Megamass okazało się kodowanie i hacking - głównie nielegalne modyfikowanie kodów na potrzeby 'zabawy' w sieci.

Metatagi w zakamarku uliczki.


"Boku Sacchi!"
W Dennou Coil hacking może służyć zarówno do wygłupów ale również pozyskania metatagów.
Metatagi to rodzaj surówców w wirtualnym świecie, mogą służyć jako waluta, jako substancja do ulepszania oraz są niezbędne do produkcji o-fuda - papierowych talizmanów-kodów do blokowania dostępy do pewnych miejsc w rzeczywistości wirtualnej czy też do odzyskiwania danych z uszkodzonych sektorów sieci.

Nad bezpieczeństwem całego wirtualnego świata pracują antywirusy o dość prostej ale dobrze zakodowanej sztucznej inteligencji - Searchamton. Są to twory wirtualne reprezentowane przez sympatyczne, kluskowate ludki z wbudowanymi 4 sferami, które mogą odłączyć się od Searchtamona, i za pomocą promieni budować, psuć i naprawiać fragmenty rzeczywistości wirtualnej.

Niestety, wraz ze wzrostem hackingu, zepsutych kodów i 'błędnej rzeczywistości', Searchtamony zaczynają niwelować poza szkodnikami i wirusami, również wirtualne zwierzęta oraz zdarza im się atakować ludzi - atak taki powoduje uszkodzenie okularów, brak dostępu do sieci przez osobę zaatakowaną.

Kilkoma głównymi motywami serialu są powracające wspomnienia ze snów, poszukiwanie odpowiedzi na to czym tak naprawdę jest sieć, szukanie metatagów i ich wykorzystywanie w pojedynkach z hackerem oraz zwierzęta wirtualnej rzeczywistości.

Dennou Coil prezentuje dojrzałemu odbiorcy zagrożenia płynące z internetu dla jego młodszych użytkowników.
Pokazu jak bardzo dzieci mają problem z rozgraniczeniem świata rzeczywistego i wirtualnego oraz uzależnienia samych dorosłych od 'dobrodziejstw' myśli technicznej i najnowszych odkryć.

Lepiej nie zasypiać w okularach...


Mimo, że opisowo, rys fabuły może się wydawać banalny, oklepany i co gorsza - nudny, seria jest świetnie wyważona.
Jeśli w jednej ekipie mamy takie nazwiska jak Mitsuo Iso, odpowiedzialnego za scenariusz, reżyserię i cały pomysł, czy Takeshi Hondę, który zajął się wyglądem postaci, to z całą pewnością można być pewnym co najmniej dobrej pracy. Obaj panowie to bardzo ważne postacie na japońskim rynku animacji, znani ze współpracy nad takimi tytułami jak FLCL, Neon Genesis Evangelion, Mobile Suite Gundam czy też Perfect Blue.
Muzyką zajął się Saitou Tsuneyoshi, znany szczególnie za ścieżkę dźwiękową do filmu 'xxxHolic', tak więc kolejne nazwisko, które nadaje dobry ton całej produkcji.
Animacją zajęło się renomowane studio MADHOUSE, a samą produkcją konsorcjum Dennō Coil Production Committee - czyli Tokuma Shoten, Bandai Visual i NHK Enterprises.

"Kupa!" -mała Kyoko nadużywa tego słowa.


To co zdecydowanie podobało mi się w serii to ogólna lekkość i naturalność.
Tak jak już pisałem we wstępie, widz nie ma do czynienia z dziwnymi postaciami o bujnych fryzurach w jeszcze bardziej nietypowych kolorach. Na pierwszy rzut oka całość jest bardzo normalna - zarówno lokalizacje jak i postaci. Można powiedzieć, że ma się do czynienia z archetypami - w końcu jest postać, która jest typem 'energetycznym'. Jest 'typowe' dziecko, jest też odludek. Ale o ile w innych produkcjach, na przykład 'Naruto', gdzie odludkiem był Sasuke a jego image to wręcz narzucone odcinanie się od zwykłych, bezuczuciowych relacji z innymi ludźmi, o tyle w Dennou Coil archetyp odludka nie uciekał przed ludźmi. Były zwykłe codzienne relacje, czy to w szkole, czy na ulicy. Odludek był zwykłym człowiekiem, a nie 'emującym' ekscentrykiem o rozbujanym ego.
Godne pochwały jest to, iż pomimo jest to gatunkowo typowa fantastyka naukowa, jest kilka motywów rodem z horrorów/thrillerów, komedii czy zwykłego przedstawienia dnia codziennego.

Ponownie podkreślę tutaj znane nazwiska twórców i ich dorobek.
Cały obraz jest poprowadzony zręcznie i o ile widz pozwoli nabrać całości tępa, o tyle po ostatnim odcinku będzie usatysfakcjonowany.

Mieszkalna część miasta.


Jednak, jak każda produkcja ze znanego studia, również Dennou Coil się "oberwało".

Jest kilka momentów zdecydowanie nachalnych i jakby narzuconych od górnie, na zasadzie "przedstawcie taki a taki motyw, taki a taki problem - to się dobrze sprzedaje!".
Mówię tutaj o odcinku z plezjozaurem - osobiście odebrałem to jako filler, gdyż odcinek ten nie wnosił nic do fabuły, nic nie spinał i służył raczej do zagrania na emocjach niektórych widzów.

Jeśli natomiast mam podzielić się wrażeniami od strony technicznej to również będę raczej chwalić serię, choć z małym ale.

Na pierwszy rzut oka, kreska może wydawać się 'retro' i być odebrana jako toporna, jednak finezyjnie użyta, szybko okazuje się być świetnie dobrana jako środek do wyrażania przedstawionej fabuły i problemów.
Gdyby całość miała być osadzona w stylistyce rodem z typowo shonenowych kreacji, to byłby to kolejny, nudny tytuł z migającymi tu i tam majtkami, przejedzonymi gagami i po 2 godzinach można by zapomnieć o sprawie, że się w ogóle takie coś widziało.


Industrialna część Daikoku.


Dominuje kolorystyka stonowana, pełna szarości i niuansów barwnych, jednak nie brakuje też ujęć mocnych o żywych kolorach.
Całość bardzo dobrze wygląda... poza obiektami CG.

Niestety renderowane przedmioty często rzucają się w oczy przez skoki w animacji, a nawet, pikselozę(!). Może to być wada mojej kopii, ale z tego co widziałem, z różnych źródeł, jest to po prostu renderowanie niskim kosztem. Ogólna ilość sekwencji komputerowych jest naprawdę imponująca, gdyż w każdym odcinku serialu jest pełno ujęć z renderowanymi efektami lub obiektami jednak odcinki 18-19, a raczej rendering, wywarł na mnie na tyle złe wrażenie, że musiałem się tym podzielić.
W oczy rzuca się też trochę nadużywanie zwykłych filtrów z pakietu Adobe After Effects - teorytycznie po to one są, żeby było łatwiej i szybciej, jednak mnie osobiście drażniło w pewnych momentach zastosowanie takiego, a takiego filtru. Osoby mało oblatane w temacie photoshopa nie zwrócą nawet uwagi, jednak jeśli ktoś kto już zna program, tak jak ja, może odebrać całość jako efekt taniego lub szybkiego wykonania zlecenia.

Fumi nie lubi pokazywać się od dziewczęcej strony.


Odnośnie muzyki mam za to absolutnie dobre zdanie.
Po tytule jasno nawiązującym do internetu, technologi i elektroniki, właśnie takiej muzyki można by oczekiwać - tak jak w przypadku serialu Ghost In The Shell: Stan Alone Complex gdzie, poza kilkoma kompozycjami, dominuje raczej muzyka elektroniczna.
W Dennou Coil za to tło muzyczne to wprawnie rozpisane partytury na małą orkiestrę symfoniczną, oczywiście piosenki do openingu i endingu mają więcej elementów z wszech pojętego spektrum muzycznego jakim jest właśnie 'elektronika', jednak gdy bohaterowie walczą, bawią się czy śmieją, towarzyszy im raczej lekko jazzujący akompaniament fortepianu, klarnetów i saksofonu. Widać w muzyce lekkie wpływy (symfonicznej/etno-folkowej) Yoko Kanno i klasyków europejskich, a zmieszana całość ma wręcz zappowski posmak. Znajdą się utwory brzmiące jak z opowieści o kowbojach i kawałki po prostu nadające rytm czy dynamikę. Całość nie jest dokonaniem wybitnym ale to nie o to chodzi, by soundtrack był głośniejszy od serii - muzyka jest dobrze dobrana, zgrana z obrazem i spełnia swoją rolę 'tła muzycznego'.
Czyli kolejny plus dla serialu.

Isako tworzy w około siebie barierę nie tylko w świecie wirtualnym.


W tym miejscu, zazwyczaj czytelnik zapoznaje się z mantrą recenzenta "tytuł-był-dobry, tytuł-był-zły, napisałem-co-chciałem-i-jestem-fajny", aczkolwiek chciałbym uciec od takiej, typowej, oceny.
Jeżeli obejrzałem całość i mogę powiedzieć o anime Dennou Coil kilka dobrych zdań to chyba znaczy, że nie jest to tytuł zły.
Na pewno nie mogę polecić każdemu fanowi anime tej pozycji, jako czegoś rewelacyjnego, bo bym skłamał.
Jak już wcześniej pisałem, seria ma znacznie więcej plusów aniżeli minusów i przez to, że została zrealizowana przez doświadczonych twórców, nie razi nawet nieprzychylnego odbiorcę po oczach czy uszach jakimś babolem.
Jeżeli jest się fanem Serial Experiment Lain lub ARIA i ma się ochotę na opowieść pełną zwrotów akcji ale z umiarem, to seria powinna przypaść do gustu. Jeśli natomiast ktoś oczekuje animacji i fabuły podobnej do serii akcji jak GITS:SAC lub Michiko to Hatchin to istnieje duże prawdopodobieństwo, że dozna się zawodu i rozczarowania.
Proponuję podejść do serialu z lekkim dystansem, wszak Dennou Coil to historia o dzieciach i z dziecięcego punktu widzenia jest prowadzona.
Przypuszczam iż domyślną grupą odbiorców w Japonii była młodsza młodzież, a więc 10-13 lat, chociaż kilka elementów podnosi próg o kilka lat wyżej... W zasadzie jest mi trudno dokładnie określić do kogo serial był adresowany jednak jako 23 letni odbiorca, seria była zajmująca i przyjemna.
Nie polecam każdemu, ale zainteresowanych zapraszam do zapoznania się ze światem rzeczywistości wirtualnej przedstawionej w Dennou Coil.